Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka?. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 kwietnia 2012

Apokryf o Muzyce


Na końcu chciałam powiedzieć, że był sobie bardzo ruchliwy Apokryf. Ugniatany był przez gąbczaste i różowe Języki pięciu hinduskich kobiet. Języki te były bardzo stare, w sumie przeżyły około pięciuset lat.
Apokryf skakał po nich, razem z hinduską Tradycją, od wieków nakazującą starości opuszczać przed śmiercią dom rodzinny. Hinduskie Kobiety zadecydowały umrzeć razem. Wybrały piękną łąkę, na której ich synowie umieścili pięć plastikowych krzeseł oraz lodówkę pełną wyskokowych napojów. Staruszki bardzo szybko je wypiły i pospadały z krzeseł na miękką trawę. Pośmiały się chwilę, a potem spokojnie umarły.
Kiedy Apokryf siedział bezczynnie na trawie, przyszedł wnuk jednej z kobiet. Chciał prosić staruszki o powrót do domu. Jednak łąka była całkiem pusta. Dlatego otworzył usta ze zdziwienia.  Apokryf skorzystał z okazji i wskoczył na jego Język.
Język ogarnęła gwałtowna potrzeba opowiedzenia Apokryfu, więc urządził grilla i zaprosił kilka Innych Języków. Kiedy Żołądki się posiliły, a Języki rozsiadły wokół ogniska, Język opowiedział pozostałym Apokryf… Apokryf o Muzyce.
Suketu był wesołym chłopcem i miał fajnych rodziców. Nie przeszkadzało mu, że urodził się głuchoniemy. Opiekowała się nim Cała Wioska i wspólnie z rodzicami, rozpieszczała go do Granic Niemożliwości.
Pewnego dnia w życiu Suketu pojawiło się Marzenie. Stało się to podczas koncertu słynnego sitarzysty. Suketu bardzo uważnie przyglądał się słuchającej go twarzy Całej Wioski. Pod wpływem Muzyki wszystkie barwy oczu połączyły się w jedną, lśniącą całość. Suketu wiedział, że widzą Muzykę, której on sam nie jest w stanie zobaczyć. Wówczas pojawiło się Marzenie Suketu, żeby zobaczyć Muzykę.                  
Suketu nie należał do chłopców, którzy marzą bezczynnie. Rozzłościł Całą Wioskę, kiedy ukradł muzykowi sitar. Przyłapano go z nim w lesie. Przykładał palce do strun i szarpał je bez ładu i składu. Próbował naśladować wygląd grającego muzyka. Sitarzysta wcale się na chłopca nie obraził, wręcz przeciwnie, zanim opuścił Całą Wioskę podarował chłopcu swój instrument.
Suketu ćwiczył dniami i nocami, ale poddał się, kiedy zobaczył twarz Całej Wioski. Była skwaśniała i niepokojąco skrzywiona.
Razu pewnego Suketu przechadzał się brzegiem rzeki. Myślał i myślał, aż nagle zdał sobie sprawę z faktu, że słyszy własne myśli. Pierwszy raz w życiu uświadomił sobie, co to znaczy słyszeć i co to jest dźwięk. To niesłychane odkrycie, naprowadziło chłopca na trop instrumentu, na jakim powinien rozpocząć naukę gry. Doszedł do wniosku, że jedyną dla niego możliwością jest samego siebie traktować jako źródło dźwięku.
Z początku słuchał swych organów wewnętrznych, których brzmienie podzielił na dane układy. Krwionośny charakteryzował się przytulnym mrowieniem z wyrazistym biciem serca. Puls zwalniał lub przyspieszał w zależności od tego, co Suketu robił:  biegł, chodził czy stał. Z dźwiękiem układu krwionośnego powiązany był szczególnie układ oddechowy, którego pauzowane wyszumienia harmonizowały z rytmem serca Suketu. Chłopiec pojmował Muzykę jako przestrzeń szumowiska, gdzie barwa, kształt i forma dźwiękowości wynika z regularności lub nieregularności działań, jakich się podejmował.
Największą przyjemność sprawiało Suketu wsłuchiwanie się w układ pokarmowy. Wydawał on różnego rodzaju rozwibrowane dźwięki. Odkrył, że cecha ta łączy się ściśle ze światem zewnętrznym. Jedzenie mamusinych potraw i przysmaków powodowało jednostajny szum połączony z punktualistycznym rytmem. Niestety nader ciekawski Suketu sprawdzał, niejednokrotnie, jakie możliwości dźwiękowe powoduje połykanie czegoś obcego wszelkim układom pokarmowym świata. Było to poznanie trudne, droga przez najcudowniej brzmiącą mękę. Zjadał niezbyt duże kamienie, kęski zmokłego od deszczu drewna, znaczne ilości piasku, mułu rzecznego, liście, elementy blaszane, plastikowe, a nawet niesmaczne tkaniny. Na efekt tego typu eksperymentów, nie trzeba było długo czekać. Chłopiec prawie zszedł z tego świata, co szczególnie wiązało się z układem wydalniczym.
Tajemnicę Muzyki poznał Suketu na stole operacyjnym. Kiedy umierał, po raz pierwszy w życiu, usłyszał głos matki. Głos ciepły, dobry, kochający, dzięki któremu wydostał się z tunelu ze światełkiem.
Chłopiec długo leżał w szpitalu i miał czas, żeby sobie wszystko przemyśleć. Doszedł do wniosku, że samo słyszenie dźwięków  nie wystarczy, żeby usłyszeć Muzykę. Dopiero uczucie, jakie się pojawia na skutek słyszenia, sprawia, że powstaje dla niego Muzyka. Słysząc swój układ pokarmowy Suketu czuł ciekawość i ból. Zrozumiał, że sens Muzyki pojawia się dopiero w konfrontacji z Jego Uczuciem. Tajemnicą Muzyki jest barwa Uczucia jakie wywołuje.
Głos Matki był dla Suketu Muzyką kojącą, która uratowała mu życie. 

In   

piątek, 9 marca 2012

Jak nie zostałam trębaczem

Na końcu chciałam powiedzieć jak nie zostałam trębaczem. Otóż przyśniło mi się i to był piękny sen, że gram na puzonie. Wstałam rano, pomyślałam i doszłam do wniosku, że puzon to taki duży instrument. Więc na allegro znalazłam trąbkę. Kosztowała mnie 500 złotych. ! Do dziś nie mogę ich odżałować. Ładna, złota, błyszcząca. Jeden klawisz mi nie działa. Tzn. na początku jeszcze działał. Okazało się niestety, że trąbka jest chyba jednym z najtrudniejszych instrumentów dętych. Jak ja podziwiam tych samouków, muzyków jazzowych, którzy sami zaznajamiali się z budową instrumentu – po wojnie secesyjnej instrumentów było w bród – i wydobywali z nich piękne dźwięki. Mnie udawało się wydobywać pierdzenie.

Znalazłam w Internecie sympatycznego chłopaka, nomen omen puzonistę, który miał uczyć mnie gry. Ale byłam tak oporna, że on mnie chyba teraz nienawidzi.

Nie poddałam się całkiem i od razu. W pewnym momencie udawało mi się nawet wydobyć z trąbki kwitnę. Na na na na na. Nie, to nie było tak, to było na – na. Cieszyłam się tą kwitną jak dziecko, po czym i ta umiejętność mi umknęła.

Dwa lata temu nie zostałam trębaczem i dziś w związku z tym idę na fascynujące zajęcia o podatkach. Jak dobrze pójdzie, to po egzaminie może tym razem uda mi się podjąć naukę gry na prostszym instrumencie, na razie nie zapeszam, więc nie powiem na jakim.

Trąbka trafiła na półkę i służy jako dekoracja. Stanowi niewątpliwą atrakcję wszelkich imprez, jakoś każdy czuje się powołany, żeby zatrąbić.

Ale jak mam zły dzień, puszczam Petera Brotzmanna i trąbię. Trąbię z całych sił.

Powoli przyzwyczajam się do myśli, że trąbka przez którąś szkołę muzyczną trafi do jakiegoś dziecka, któremu może uda się zostać trębaczem.

A to wszystko przez to, że kiedyś była Szefowa wyciągnęła w pracy swój telefon i mówi „Posłuchajcie, mój kolega znowu się uczy grać na nowym instrumencie i nagrał mi się na pocztę głosową” . I poleciał utwór saksofonowy, jakiś standard fajnie wykonany. A kolega w wieku Szefowej, znaczy nie powiem jakim (zaawansowanym). Czyli można.
Gnito